Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie źli, że raz bywam, raz nie. Tak w kółko. Już niebawem, niebawem. Nie będę powtarzać, że moje życie to ostatnio kompletny kocioł ani, że nie mam na nic czasu- to wiecie. Ten tydzień był dość zwariowany. Było trochę zmian, dużo poważnych decyzji, dużo pracy. I w sumie nic innego mi nie przychodzi na myśl jak wrzucenie Wam kilku zdjęć podsumowujących czyli tydzień w zdjęciach bez zbędnego gadania (wersja ocenzurowana). Zapraszam do oglądania Kochani.
Sorry, I'm famous.
Chata jak się patrzy. Dzisiejsze zakupy - tato, już wiesz czemu nie było nas przez trzy i pół godziny?
Im bardziej zwariowane tym fajniejsze - mój dzisiejszy nabytek - kolorowe muchy.
Piaskowy lakier - pierwszy raz mam z nim doczynienia - jest boski. A Wy już miałyście okazję testować?
W sumie to fajne te okulary. Mój ulubiony sklep Sin Say. Lubicie? Od niedawna zaczął pojawiać się na naszym rynku. Zachwyca tanimi rzeczami - co do jakości bywa różnie, choć ja przeważnie nie narzekam. Akurat mój stajling!
Urodzinowa sesja musi być!
Nie mam talentu do zdobienia paznokci, ale nie mogę doczekać się efektu. W wolnym czasie niestety.
Urodzinowe słodkości
Torcik - sama piekłam całą noc :D (żartuję)
Koktajle uwielbiamy - pijemy co chwilę.
Oglądając "Mój tydzień z Marylin" doszłam do wniosku, że od czterech lat kupuję antyramę do mojego plakatu (uwielbiam Marylin Monroe). To nazywa się przemyślany zakup.
Co by apetytu narobić.
Moje przesłanie.
Na koniec zostawiam Was z genialną piosenką.
W sumie 3/4 mojego tygodnia opiera się na pracy. A gdy jest chwila wytchnienia to ciężko złapać myśli co by coś rozsądnego napisać. Ale jestem zadowolona, troszkę poprawiłam sobie humor - udało mi się zrealizować mój cel - kupiłam już bilet do Londynu na koniec maja. Teraz tylko odliczać dni do wyjazdu.
Ściskam - Ania.




















